2015/12/08

Po bolońsku, czyli jak? Kulinarny przewodnik po stolicy Emilii-Romanii

 
Arbuz po bolońsku, czyli kulinarne ciekawostki prosto z regionu Emilia-Romania

Jedziemy. Tak się złożyło, że mieszkałyśmy w oddalonej od centrum dzielnicy Bolonii, o której zapominała często też i komunikacja miejska, zwłaszcza wieczorową porą. Odwozi nas więc dobroduszny kolega i w związku z tym, że region Emilii-Romanii i sama Bolonia były dla nas jeszcze zupełnie nowe i "świeże", opowiada nam o tutejszej kuchni:

"W Bolonii je się dość tłusto", zaczyna, a ja zastanawiam się czy tutejsze potrawy są w stanie przebić chociażby polski gulasz, " Ja na przykład jestem mistrzem w przyrządzaniu tortellini in brodo", dodaje z dumą wypinając pierś i spoglądając na nas w lusterku.


Co na pierwsze? 

O tortellini in brodo, czyli rosole z uszkami pisałam już w ramach projektu „Made in, czyli lokalne produkty spożywcze” (link tutaj). Jest to jedna z najbardziej charakterystycznych potraw regionu Emilia – Romania i którą odnajdziemy w menu każdej bolońskiej restauracji. Bolonia nie przez przypadek nazywana jest „la grassa” (tłusta).  Jej mieszkańcy lubią po prostu dobrze, nieraz tłusto i mięsnie zjeść.

Czego więc powinniśmy się spodziewać zaproszeni na obiad bądź kolację do prawdziwie bolońskiej restauracji? Przede wszystkim mięsnych potraw i czerwonego wina. Stolica Emilii-Romanii niestety nie sprzyja wegetarianom i miłośnikom lżejszych rozwiązań kulinarnych, natomiast okaże się rajem dla amatorów wieprzowiny i aromatycznych sosów. Mottem tutejszej kuchni bez wahania mogłoby być „jedzenie ma być sycące i konkretne”. Tylko co na to nasz cholesterol?

Co zatem czeka na nas na bolońskich stołach oprócz sławnych tortellini? Oczywiście znane wszystkim ragù alla bolognese. Ragù to ciepły sos przyrządzony z mielonego mięsa (wieprzowiny i wołowiny) i warzyw (selera, pietruszki i marchwi), a oprócz tego oczywiście oliwy, pomidorów i czerwonego wina. Tradycyjnie sos ragù podawany jest z makaronem tagliatelle, a także dodawany do przyrządzania sławnej lasagne. Za granicą, zwłaszcza na północy Europy, sos ragù mylnie łączony jest z makaronem spaghetti i zdążył już (ku rozpaczy Włochów) zdobyć światową sławę w tej niepoprawnej formie. Pamiętajcie, tradycyjny sos boloński podawany jest w towarzystwie makaronu tagliatelle!

W zimowe, chłodne dni równie często jak tortellini in brodo podawana jest także zuppa imperiale, czyli  zupa cesarska z kostką omletową.  Pokrojone w drobną kostkę ciasto omletowe (wcześniej pieczone w piekarniku) przyrządzane jest z semoliny, gałki muszkatołowej, parmezanu i zalewane, podobnie jak tortellini, rosołem z kapłona. Często z wierzchu zupa posypywana jest także startym parmezanem.  

Boloński sos ragù


Co na drugie? 

„Cotoletta alla milanese? Taki sobie zwykły kotlecik, boloński to dopiero prawdziwe danie!”, usłyszałam od znajomego bolończyka.

Jak to jest z tymi kotletami? O ile cotoletta alla milanese, czyli kotlet mediolański, z powodzeniem moglibyśmy nazwać też polskim ze względu na podobieństwo, to z kolei kotlet boloński (cotoletta alla bolognese) jest prawdziwą bombą kaloryczną, której sprostać mogą tylko bardzo głodni, prawdziwi mężczyźni ;) Boloński kotlet przygotowywany jest z mięsa cielęcego lub drobiu w panierce, przekładany plastrem szynki parmeńskiej, po czym całość jest dodatkowo zapiekana w sosie z parmezanu (lub przekładana plasterkiem sera topionego).

Źródło ; cotoletta alla bolognese



To tylko krótka lista potraw jakie odnajdziecie w menu bolońskich restauracji. Jeśli jesteście miłośnikami mięsnych dań (ja nie jestem i z tego powodu często słyszę: „No co ty! Nie wiesz co tracisz!” :) ) i lubicie kosztować lokalne przysmaki, zachęcam do spróbowania każdego z nich, bowiem przygotowane przez bolończyków na pewno okażą się kulinarnym strzałem w dziesiątkę. Smacznego! :) 

4 komentarze:

  1. Ale się zrobiło pysznie tutaj! Ja osobiście uwielbiam tortellini, mmm. Myślę, że podróż do Włoch to zawsze też prawdziwa podróż kulinarna, przez te wszystkie smaki, zapachy, aromaty... I jak tu trzymać linię? Zawsze mi się przypomina wtedy książka Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj" - jak autorka jedzie do Włoch w poszukiwaniu przyjemności, a w tym właśnie tej kulinarnej.

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jedz, módl się, kochaj" to rzeczywiście wspaniała książka, bardzo mi się podobała :) A we Włoszech, przez te wszystkie wspaniałe aromaty i smaki, jedzenie staje się wręcz prawdziwym rytuałem! Pozdrawiam również :))

      Usuń
  2. Karolina ten kotlecik to mój Diabeł na przekąskę chyba, a nie że obiad.
    Tak czy inaczej apetyt mi podskoczył w górę po przeczytaniu u Ciebie, a w ogóle to nie skłamię jeśli powiem że kuchni włoskiej się nie opieram! :) Chętnie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotlecik na zdjęciu rzeczywiście mizerny, ale w rzeczywistości są dużo większe ;) Mało kto opiera się włoskiej kuchni, to prawda :))

      Usuń