Ferrarę często się wspomina, ale rzadko kto się na jej temat rozwodzi. To urocze miasteczko położone między Bolonią a Padwą, swoim klimatem śmiało może dorównać tym miastom, które w przeciwieństwie do Ferrary, chętnie odwiedzane są przez turystów.
Do Ferrary, czyli gdzie?
Ferrara znajduje się wciąż w regionie Emilia-Romania, w odległości 50 kilometrów na północ od Bolonii. Ja zdecydowałam się na podróż pociągiem, która trwa od 30 do 50 minut (z Bolonii, jeśli interesuje nas podróż
pociągiem regionalnym), cena biletu to nieco powyżej 4 euro.
Co zobaczyć?
Uprzejmość Włochów nigdy nie przestanie
mnie zaskakiwać. Na dworcu w Ferrarze udajemy się do najbliższego autobusu po
informację jak najszybciej dostać się do centrum. Kierowca udziela nam
wszelkich informacji i po chwili namysłu stwierdza, że szybciej dotrzemy tam
jadąc z jego kolegą i prowadzi nas do drugiego autobusu. Kolega także nie traci
na uprzejmości informując nas, że nie opłaca się nam kupować biletu w jego
autobusie, bo u tabacchino (najprościej mówiąc odpowiednik polskiego kiosku i jedyne miejsce, w którym we Włoszech można kupić papierosy) po drugiej stronie ulicy kupimy tańszy. Wysiadamy, ja zdziwiona,
a gdy wracamy miły pan dorzuca z pełnym uśmiechem, że najlepiej będzie nam
wysiąść na przystanku zaraz po tym jak po lewej stronie zobaczymy katedrę. Miło
mi. Siadamy, autobus rusza, a w środku tylko my i mężczyzna z synkiem.
Katedry (Cattedrale di San
Giorgio Martire) trudno nie zauważyć. Znajduje się ona w samym sercu miasta, zaraz obok Piazza Trento e
Trieste, naprzeciwko Ratusza. Wydaje mi się, że wykonana z białego marmuru
fasada pokryta licznymi ornamentami i płaskorzeźbami zachwyci nawet najbardziej
obojętne oko. Moim zdaniem jest jedną z piękniejszych jakie miałam ostatnimi
czasy okazję oglądać. Tkwiłam tam tak trochę podziwiając. Wejścia do Katedry
pilnują figury zwierząt (wydaje mi się, że gryfów, ale mogę się mylić) i
mosiężne drzwi. Z boku katedry rozciągają się natomiast liczne kramy zakończone
górującą nad placem dzwonnicą. Ponoć jedna z lepszych kaw w mieście to ta
serwowana w kawiarni Nazionale niedaleko ratusza.
Ferrara to przekrój włoskiej świetności w
całej postaci. Znajduje się tam bowiem Zamek Estów (Castello Estense), którzy
panowali w Ferrarze przez wiele wieków (od początku XIII wieku, aż po koniec
wieku XVI), a na swym dworze przyjmowali wielkich pisarzy i uczonych. Castello
Estense to masywna, ceglana twierdza otoczona fosą, w której z uwagi na jeszcze
świeżą bożonarodzeniową atmosferę pływał łańcuch prezentów przywiązany do
odbijającej promienie słońca szopki ulokowanej także na wodzie pod jednym z
łuków podstawy zamku. Jedną z najstarszych ulic Ferrary jest natomiast
średniowieczna Via delle Volte, ze swoimi charakterystycznymi łukami i
arkadami. Niegdyś słynęła z tego, że była ulicą prostytutek, jednak dziś z
tamtych widm przeszłości nic nie pozostało i można swobodnie wsłuchać się w
rytm starych murów i kamienistego bruku. Kto wie co by mogły zdradzić, gdyby
mogły przemówić?
Z kolei Piazza del Municipio zdobią sławne
renesansowe schody okryte XV wieczną kopułą. Schody te, niegdyś prowadzące do
posiadłości Estów, to połączenie inspiracji stylem architektonicznym Wenecji, z
tym z XV wiecznej Ferrary. Oprócz tego, na placu naszym oczom ukazuje się
świąteczna wenecka karuzela i drzewko bożonarodzeniowe pokryte masą listów do
Świętego Mikołaja. Listy te kryją w sobie wiele subtelności, np. mała Eleonora
zwierza się Mikołajowi, że płacze jak aktorka, a mały Francesco oprócz
prezentów prosi Świętego, aby pomógł mu stać się lepszym człowiekiem.
![]() |
"Caro Babbo Natale.." |
Do zobaczenia!
Do Ferrary na pewno jeszcze powrócę, w związku z tym, że ciągle pozostaje ona dla mnie tajemnicą i kryje w sobie dużo więcej wartych uwagi miejsc niż te, które udało mi się zobaczyć. Z miejscami jest trochę jak z ludźmi, jedne wydają się bardziej przyjazne od drugich. A Ferrara zdobyła moje zaufanie i obietnicę powrotu.
Na koniec anegdota z komunikacji
miejskiej z niepisaną refleksją. W drodze powrotnej na dworzec kierowca
zatrzymuje się na przystanku i wysiada. Na jego miejsce zasiada inny, który
dopiero co nieśpiesznie wgramolił się do autobusu żartując wraz z
towarzyszącymi mu kolegami. I tak stoimy dwie tury świateł. Nikomu to jednak
nie przeszkadza, mi w zasadzie też nie. W końcu nigdzie się nie śpieszę.
![]() |
Via delle Volte w Ferrarze |
Bardzo ciekawy tekst. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytane :))
OdpowiedzUsuńUroczy tekst. Przyznam się, że gdy tylko zobaczyłam wpis o kolei, od razu go (z ogromną przyjemnością) przeczytałam... ale dopiero dzisiaj wreszcie, po tylu dniach, znalazłam w sobie tyle pamięci operacyjnej, by napisać inteligentny komentarz, hehe :) Bardzo użyteczne informacje, jak zwykle... choć drzewko pokryte listami ujęło mnie chyba najbardziej... ja chyba kiedyś też popełniłam coś takiego, św. Mikołaj nawet mi odpisał :) Tylko ja pisałam do Laponii :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, dobra robota :)
OdpowiedzUsuń