2014/11/22

Czerwone zachody słońca w lagunie


Nie wiem do końca jak to jest z naszymi miejscami. Czy to one wybierają nas czy my wybieramy je. W każdym razie moim jest laguna wenecka. I nie dlatego, że pierwszym skojarzeniem z Włochami jest Wenecja. Tylko dlatego, że jest to mój zakątek Włoch, który do mnie mówi, znam wiejące tam wiatry, znam tempo płynącego tam czasu (bo wierzcie mi, że płynie inaczej), wiem jak to miejsce oddycha i jak przemawia.  Gdy mówię o Wenecji nie mam na myśli placu św. Marka czy mostu Westchnień. Mam na myśli światła przed kościołem Santa Maria della Salute,  hałas rozmów na Campo Santa Margherita i szum wody uderzającej o skrzypiące pod jej naciskiem łódki na Zattere. To jednak rozważania na osobny temat. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwie sąsiednie sobie miejscowości, które odkryłam właśnie w pobliżu mojej laguny. A mowa o Chioggi i Sottomarinie, połączonych ze sobą długim mostem jak braterskim ramieniem.



Sottomarina to przede wszystkim miejscowość turystyczna będąca tak naprawdę dzielnicą gminy Chioggia. Znajdziecie tam łańcuchy hoteli, szerokie i piaszczyste plaże (plaża w Sottomarinie rozciąga się na długości 6 km), czyli wszystko to co ma nam do zaoferowania na wakacje region Veneto razem z miejscowościami takimi jak Bibione czy Jesolo. Sottomarina nie jest jednak tak popularna jak te wcześniej wspomniane, co może okazać się plusem jeśli marzą wam się nieco spokojniejsze wakacje.




Sottomarina, jak już wcześniej wspomniałam, jest połączona z Chioggią długim mostem, przez który warto się przeprawić jeśli chcecie odpocząć trochę od turystyki i zakosztować Włoch. Przy samym moście, zarówno od strony Sottomariny jak i Chioggi znajduje się urokliwy port, który na swojej malowniczości zyskuje zwłaszcza otulony promieniami zachodzącego słońca. Więcej takich obrazków czeka na nas już w samej Chioggi, która nie bez powodów nazywana jest „małą Wenecją”. Znajdziecie tam bowiem zakątki do złudzenia przypominające te weneckie i w których nieraz zadacie sobie pytanie „czy to jeszcze Chioggia czy już Wenecja?”.  Na kolację warto wybrać się do jednej z tamtejszych restauracji, i skosztować czegoś naprawdę włoskiego (w odróżnieniu od klasycznego menu turystycznego) i  ukryć się w jednej z wąskich uliczek i cieszyć uszy tylko i wyłącznie włoską mową.




Ponadto w Chioggi znajduje się m.in. kościół św. Andrzeja (XVIII wiek), którego wieża (XI-XII wiek), pełniąca niegdyś rolę wieży strażniczej, obecnie strzeże widniejącego na niej zegara słonecznego. Oprócz tego w Chioggi odnajdziemy Miejskie Muzeum Południowej Laguny (Museo civico della Laguna del sud), a także Muzeum Zoologii Adriatyku (Museo di Zoologia Adriatica „Giuseppe Olivi”), uniwersyteckie muzeum, otwarte jednak dla zwiedzających, w swoim zbiorach prezentujące m.in. organizmy zamieszkujące ten rejon Morza Śródziemnego. W miasteczku tym znajduje się również mały port, z którego w poszczególne dni i godziny kursuje stateczek, który zabierze nas prosto do Wenecji



Chioggia i Sottomarina to idealne miejsca na odpoczynek dla tych, którzy preferują jego bierną formę i niedalekie odległości w celu zobaczenia czegoś godnego uwagi. Są to jedne z tych miejsc niezbyt znanych, a wartych odwiedzenia. Niezbyt wymagające, ale urokliwe, idealne do relaksu z lampką prosecco w dłoni i długich aperitifów pod gołym niebem.






4 komentarze:

  1. Czy Ty też suszysz pranie nad ulicą???? Do tej pory widziałam to tylko na filmach, ale widzę, że funkcjonuje i w codziennym życiu.

    Uśmiech pani wyglądającej z okna jest przeuroczy. Rzadko mi się zdarza widzieć osoby, które mimo starszego wieku emanują podobnym zadowoleniem z życia. Strasznie przeszkadza mi to, że amerykańskie kobiety są tak zaniedbane i jakby kompletnie zobojętniałe na to, jak wyglądają. Ostatnio jedna powiedziała mi ze śmiechem: "No cóż, jestem stara, brzydka i gruba". A ja... zmartwiałam. A ona wcale nie była stara i brzydka. Tylko naprawdę tak wyglądała. Czterdziestoletnia kobieta wyglądała na ponad 60 lat. Było to straaaaasznie przygnębiające.

    Zaciekawiłaś mnie tym "skosztowaniem czegoś naprawdę włoskiego" (w przeciwieństwie do menu turystycznego). Co by to było???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie posiadam sznureczków do suszenia prania, ale kto wie, być może w nie zainwestuje ;) chociaż w moim przypadku, byłoby to suszenie prania nad dziedzińco-parkingiem. Ale sąsiadka nade mną suszy! NIeraz jej pościel zagląda mi do okien.
      Wiesz, nie tylko jesteś tym co jesz, ale też tym kim się czujesz. Ja również znam młode osoby, które uważają się za stare... i tak też wyglądają. Wszystko zaczyna się w głowie, młody duchem=młody ciałem! Ja zawsze uważałam, że tam gdzie jest więcej słońca ludzie są szczęśliwsi. I kto wie, może to ten włoski rytm życia? :)
      "Czegoś naprawdę włoskiego" czyli przygotowanego z sercem, a nie byle jak i zamiast standardowej lasagni czy pizzy, może jakieś fajne owoce morza albo pistacjowe pesto? Warto przeszukać menu, zapytać kelnera. Każdy region Włoch ma do zaoferowania coś innego :)

      Usuń
  2. Byłam w Wenecji 19 lat temu, w gorącym środku lata i marzyłam o wyjeździe do kraju. Jednak jeśli uda mi się odwiedzić Twoją lagunę spróbuję na nią spojrzeć Twoimi oczami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wenecja jest jednym z tych miast, które pomimo upływu czasu pozostają ciągle takie same. Dlatego na pewno się nie rozczarujesz :) Na pewno Ci się uda, i bardzo mi miło, że wybrałaś akurat moje spojrzenie jako to, którym chcesz ją obdarzyć :)

      Usuń