Przywitał nas szum górskiego strumyka i cytryny na drzewach.
Chmury, które początkowo zwiastowały deszcz rozwiały się bezpowrotnie. Podczas
gdy maszerowaliśmy w dół, jeszcze pustymi uliczkami, towarzyszyły nam ostre
promienie słońca i szum wody, który nocą musi przyjmować kojące brzmienie. O ile plaże Adriatyku są raczej piaszczyste i
często woda niesie ze sobą różnego rodzaju wodną florę, o tyle wybrzeża morza Liguryjskiego
są raczej skaliste, poszarpane przez klify, na których trwale i prawie
niemożliwie osadzone są miasta z kolorowymi fasadami domów, malowanymi jakby na
pokaz. Nie wiem czy ich mieszkańcy zdają sobie sprawę z zamieszania jakie
wywołują ich domostwa, w gruncie rzeczy często zaniedbane, mieszczące niezbędne
minimum, w których tli się jednak skromne piękno, w stronę którego zwrócone są
oczy świata.